Ekonomia wzrostu, która przez stulecia była symbolem postępu i dobrobytu, dziś staje się obiektem rosnącej krytyki. Dlaczego? Bo coraz więcej ekspertów uważa, że właśnie ona – a nie wyłącznie emisje CO₂ czy plastik w oceanach – może być źródłem zmian klimatu.
Przyzwyczailiśmy się myśleć o kryzysie klimatycznym jako o skutku naszych codziennych działań: zbyt wielu podróży samolotem, zbyt dużej liczby toreb foliowych czy zbyt intensywnego korzystania z energii. Ale czy to cała prawda?
– Zmiany klimatu to nie tylko problem emisji czy złych nawyków konsumenckich – podkreśla prof. UEW, Bożena Ryszawska z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. – Ich prawdziwą przyczyną może być system gospodarczy, który wybraliśmy trzy wieki temu. System, który obiecywał, że dzięki nieograniczonemu wzrostowi gospodarczemu osiągniemy szczęście, zdrowie i dobrobyt.
System, który miał służyć ludziom – ale czy nadal służy?
Kapitalistyczny model gospodarczy opiera się na idei ciągłego wzrostu produkcji i konsumpcji. To właśnie ta zasada przez dziesięciolecia napędzała innowacje, globalizację, poprawę standardów życia. Ale wzrost – jak każdy silnik – działa na paliwo. A tym paliwem są surowce naturalne: ziemia, woda, energia, lasy, gleba.
Dziś wiemy, że ich eksploatacja ma cenę. Produkcja i konsumpcja, które miały służyć człowiekowi, przyczyniają się do globalnych zagrożeń – od zanieczyszczenia oceanów po susze, migracje klimatyczne i ekstremalne zjawiska pogodowe. A lista kosztów rośnie szybciej niż PKB.
– Efektem ubocznym wzrostu gospodarczego są odpady, emisje i degradacja bioróżnorodności – tłumaczy prof. UEW, Ryszawska. – Warto zadać pytanie: czy model, który miał nam zapewnić dobrobyt, rzeczywiście nam służy?
Alternatywy, o których mówi dziś świat
W świecie nauki coraz częściej pojawiają się odpowiedzi. Nie są to odpowiedzi łatwe ani wygodne, ale coraz trudniej je zignorować.
Na miejsce gospodarki opartej wyłącznie na wzroście przychodzą nowe modele. Ekonomia ekologiczna, ekonomia obwarzanka (ang. doughnut economics), ekonomia współdzielenia, gospodarka obiegu zamkniętego czy ekonomia postwzrostu – to koncepcje, które łączy jedno: przekonanie, że nie da się dłużej rozwijać świata w oderwaniu od granic naszej planety.
– Ekonomia ekologiczna pokazuje, że zasoby Ziemi są dobrem wspólnym i że nie możemy ich eksploatować bez końca – podkreśla prof. UEW, Ryszawska. – W ekonomii obwarzanka chodzi o to, by nie przekraczać granic ekologicznych, a jednocześnie zapewnić wszystkim ludziom minimum jakości życia. To bardziej etyczna, zrównoważona i – być może – konieczna alternatywa.
Społeczeństwa chcą zmian szybciej niż politycy
Choć zmiana modelu gospodarczego wydaje się rewolucyjna, społeczne oczekiwania w tym zakresie rosną. Polacy coraz chętniej inwestują w fotowoltaikę, wybierają energooszczędne sprzęty, oczekują działań systemowych. Z badań CBOS wynika, że 80% obywateli chciałoby korzystać z energii ze źródeł odnawialnych.
Nie tylko świadomość ekologiczna, ale i rachunek ekonomiczny wspierają zieloną transformację – odnawialne źródła energii to dziś po prostu tańsze i bardziej stabilne rozwiązania.
– Społeczeństwa coraz częściej rozumieją, że tzw. „zielona gospodarka” to nie fanaberia elit – mówi prof. UEW, Ryszawska. – To fundament bezpieczeństwa energetycznego i społecznego w nadchodzących dekadach.
Co dalej?
Być może właśnie dziś, w dobie kryzysów klimatycznych, energetycznych i społecznych, nadszedł moment, by nie tylko „korygować kurs”, ale wręcz zadać pytanie o sens drogi, którą obraliśmy.
Nie chodzi o to, by wywracać cały system. Chodzi o to, by odważyć się pomyśleć inaczej – i zacząć budować model gospodarki, który nie tylko wspiera rozwój, ale też chroni to, co najcenniejsze: planetę i przyszłe pokolenia.
badania.uew.pl – bo dziś nie wystarczy mówić o ekologii. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać odpowiedzi.



