Od wystrzelenia pierwszego sztucznego satelity po rozwój współczesnych megakonstelacji – sektor kosmiczny, niegdyś zdominowany przez państwowe agencje kosmiczne, przekształca się obecnie w jeden z najszybciej rozwijających się segmentów gospodarki globalnej.

Widoczne jest to m.in. w działaniach prywatnych podmiotów, które intensyfikują umieszczanie satelitów na orbitach. Niestety te działania jednocześnie przyczyniają się do ograniczenia przepustowości orbitalnej, a w konsekwencji – ograniczenia dostępu do przestrzeni kosmicznej.
Współczesnym wyzwaniem nie jest już jedynie techniczna zdolność człowieka do opuszczenia Ziemi, lecz prowadzenie działalności kosmicznej w sposób odpowiedzialny, gwarantujący, że przestrzeń ta pozostanie środowiskiem otwartym dla innowacji, a nie stanie się pułapką stwarzaną przez działalność człowieka.
Od Zimnej Wojny do New Space Economy – jak zmienił się kosmiczny wyścig
Od zarania dziejów kosmos fascynował ludzkość jako symbol nieskończoności i tajemnicy. Jednak dopiero w drugiej połowie XX wieku zdołaliśmy przekroczyć granice własnej planety, stając się nie tylko obserwatorami, ale aktywnymi uczestnikami eksploracji przestrzeni kosmicznej. Początków współczesnej ery kosmicznej należy upatrywać w umieszczeniu pierwszego sztucznego satelity na orbicie.
W tamtym okresie – często określanym mianem Old Space Economy – przestrzeń kosmiczna była domeną państw i agencji kosmicznych. Zimnowojenny wyścig między supermocarstwami miał wymiar nie tylko technologiczny, lecz także symboliczny. Każdy sukces w przestrzeni kosmicznej stawał się symbolem dominacji technologicznej i politycznej.
Dziś znajdujemy się w zupełnie innym momencie. Zamiast rywalizacji dwóch państw, obserwujemy rosnącą liczbę krajów oraz podmiotów prywatnych, które traktują przestrzeń kosmiczną jako kolejny obszar prowadzenia działalności. Zmianę tę odzwierciedla pojęcie New Space Economy – nowej gospodarki kosmicznej, w której coraz większy udział mają podmioty prywatne.
New Space Economy: kiedy prywatne miliardy lecą w kosmos
Paradygmat New Space Economy uwydatnia rosnącą rolę podmiotów prywatnych w kształtowaniu przyszłości sektora kosmicznego. Ich coraz silniejsza obecność staje się możliwa dzięki stopniowemu obniżaniu barier wejścia, otwierając przestrzeń dla innowacji. Wśród tych aktorów odnajdujemy zarówno odważne start-upy, które przesuwają granice technologiczne, jak i przedsiębiorstwa o wieloletniej tradycji w branży, których doświadczenie stanowi fundament rozwoju nowej gospodarki kosmicznej.
Podmioty te umieszczają na orbitach megakonstelacje satelitów, dzięki którym zapewniony jest dostęp do nawigacji, komunikacji czy możliwość prowadzenia obserwacji Ziemi. A to wspiera szereg sektorów, a w tym sektor rolniczy, energetyczny czy transportowy.
Coraz częściej dostrzega się znaczenie przestrzeni kosmicznej dla prowadzonych przez nas działań. Widoczne jest to we wskazywaniu, że infrastruktura kosmiczna jest infrastrukturą o charakterze krytycznym.
Aczkolwiek im większe staje się nasze uzależnienie od usług orbitalnych, tym wyższe konsekwencje ewentualnych zakłóceń ich funkcjonowania. W nadchodzących latach kluczowym czynnikiem definiującym sukces New Space Economy nie będą wyłącznie misje załogowe na Marsa, lecz przede wszystkim stabilność i bezpieczeństwo infrastruktury orbitalnej wokół Ziemi.
Orbity na granicy pojemności. Kosmiczne śmieci jako nowe ryzyko
Rozwój segmentu upstream sektora kosmicznego ma swoją ciemną stronę. Niska orbita okołoziemska (LEO) staje się coraz bardziej zatłoczona przez satelity czy m.in. pozostałości po wcześniejszych misjach. Każdy nowo umieszczony obiekt zwiększa ryzyko powstania kolejnych odłamków w przypadku kolizji, co czyni przestrzeń orbitalną środowiskiem wymagającym szczególnej uwagi i odpowiedzialnego zarządzania.
W efekcie maleje tak zwana przepustowość orbitalna – liczba bezpiecznych „miejsc” na orbicie, które można wykorzystać bez nadmiernego ryzyka kolizji. Natomiast liczba tych miejsc nieustannie się zmniejsza, zwiększając prawdopodobieństwo kolizji.
W literaturze przedmiotu, scenariusz, w którym dochodzi do niemożliwych do zatrzymania kolizji nazywa się Syndromem Kesslera. Taki łańcuch zdarzeń mógłby na długie lata uniemożliwić korzystanie z określonych orbit.
Problem polega na tym, że im intensywniej umieszczamy obiekty przestrzeni kosmicznej tym większe ryzyko, że nad naszymi głowami stworzymy gęstą, niebezpieczną barierę złożoną z kosmicznych śmieci. To nie abstrakcyjny problem przyszłości, lecz jedno z kluczowych wyzwań polityki kosmicznej.
Czy stać nas na dalszą eksplorację… jeśli nie stać nas na porządek w kosmosie?
W obliczu tych wyzwań powraca zasadnicze pytanie: czy nasza zdolność do opuszczania Ziemi nie prowadzi paradoksalnie do naszego uwięzienia? Niezrównoważone wykorzystywanie orbit może spowodować utrudnienie dla przyszłych pokoleń, jeśli chodzi o korzystanie z przestrzeni kosmicznej. Innymi słowy nasze obecne działania mogą być nazywane wizjonerską rozrzutnością.
Odpowiedź nie polega na rezygnacji z eksploracji kosmosu, lecz na zmianie sposobu myślenia. Potrzebujemy międzynarodowych zasad dotyczących użytkowania przestrzeni kosmicznej. Innymi słowy – zasad, które będą przestrzegane.
To, jak poradzimy sobie z tym wyzwaniem w najbliższych latach, zadecyduje o naszej przyszłości poza Ziemią. Stawką jest nie tylko przyszłość gospodarki kosmicznej, lecz także wiarygodność naszych deklaracji o odpowiedzialnym i zrównoważonym rozwoju.
Pytanie z tytułu nie jest więc jedynie publicystyczną prowokacją. To realny dylemat o podziale kosztów i korzyści: czy przestrzeń kosmiczna jest wspólnym zasobem wspierającym ludzkość czy zasobem, który może sprawić nam trudności. To od decyzji podejmowanych dziś, zależy, którą z tych wersji przyszłości wybierzemy.
Zobacz rozmowę o nowej erze kosmosu
Autor tekstu: Julia Majewska



