Jak odczytać głośne komunikaty ze Stanów Zjednoczonych o „ministerstwie wojny”, „najsilniejszej armii świata” i bardziej transakcyjnym podejściu do sojuszy? W rozmowie na antenie Radia Wrocław dr hab. Przemysław Skulski, Prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu tłumaczy, co ta retoryka może oznaczać dla Europy i dla Polski.

O co chodzi w „twardszym” języku z Waszyngtonu?
W punkcie wyjścia stoi język. Podczas opisywanego spotkania zwołanego przez prezydenta USA z wojskowymi padły hasła o testach sprawnościowych, „porządkach” w armii, końcu „zabawy w różnorodność” oraz pomyśle „ministerstwa wojny”. Jak podkreśla prof. Skulski, to przede wszystkim retoryka – czyli sposób budowania przekazu – adresowana zarówno do odbiorcy wewnętrznego w USA, jak i do świata. Celem takiego języka bywa mobilizacja i demonstracja stanowczości.
Warto odróżnić retorykę od polityki. Twarde sformułowania nie muszą automatycznie oznaczać natychmiastowych reform strukturalnych. Ekspert UEW zaznacza, że skuteczność szkolenia armii nie sprowadza się do „krzyczących kaprali”, istnieją profesjonalne metody budowania dyscypliny i gotowości bez odwoływania się do przemocy.
Europa – mniej komfortu, więcej samodzielności
Kluczowa teza wywiadu brzmi: Europa musi poważniej myśleć o własnym systemie bezpieczeństwa. W wypowiedziach amerykańskich przywódców pojawia się akcent na „America First” i na przeniesienie ciężaru odpowiedzialności w stronę europejskich sojuszników – w tym w odniesieniu do wsparcia dla Ukrainy. Taki zwrot (nawet jeśli częściowo retoryczny) jest jasnym sygnałem: niezależność strategiczna Europy nie może pozostać postulatem, powinna stać się projektem.
„To jest kolejny sygnał, że Europa musi zadbać sama o własne bezpieczeństwo.” – prof. Przemysław Skulski
„Niezależność strategiczna” to pojęcie opisujące zdolność do samodzielnego planowania, finansowania i prowadzenia działań na rzecz bezpieczeństwa – zarówno militarnych, jak i cywilnych. Obejmuje to przemysł obronny, łańcuchy dostaw, edukację kadr oraz skoordynowane decyzje polityczne.
Transakcje zamiast obecności? Co z rynkiem zbrojeniowym
W rozmowie pojawia się wątek „transakcyjnego” modelu współpracy: mniej stałej obecności wojskowej USA, więcej sprzedaży uzbrojenia sojusznikom. To logiczne z perspektywy handlowej, ale – jak zaznacza prof. Skulski – ma też ciemniejszą stronę: jeśli Europa potraktuje serio wezwanie do „zbrojenia się”, może rozbudować własny przemysł obronny i w efekcie ograniczyć zakupy zza oceanu. W dłuższym horyzoncie rodzi to realną konkurencję na globalnym rynku broni.
Ten fragment rozmowy przypomina, że rynek zbrojeniowy nie działa w próżni. Sojusze polityczne i interesy gospodarcze przenikają się, a decyzje zakupowe to także decyzje strategiczne. „Transakcyjność” może przynieść krótkoterminowe korzyści, ale osłabić długoterminową kohezję sojuszniczą.
Nieprzewidywalność jako stała – jak planować w takich warunkach?
Ekspert UEW wielokrotnie wskazuje na nieprzewidywalność amerykańskiej sceny politycznej: od deklaracji dotyczących NATO po oceny przywódców innych państw. Dla planistów oznacza to konieczność pracy w trybie scenariuszowym – czyli przygotowywania kilku spójnych, alternatywnych obrazów przyszłości (np. większe zaangażowanie USA, status quo, wycofanie obecności i czysta transakcyjność). Każdy scenariusz powinien mieć przypisaną „mapę działań” dla państw i instytucji.
W praktyce europejskiej to m.in. rozwijanie własnych zdolności, ujednolicanie standardów zakupów i szkoleń, zabezpieczanie łańcuchów dostaw oraz spójna polityka informacyjna budująca odporność społeczną (ang. resilience – zdolność do przetrwania i szybkiego powrotu do normalnego funkcjonowania po wstrząsie).
Afryka, Chiny i „globalne interesy” – paradoksy wycofania
W wywiadzie pojawia się też pytanie: czy USA rzeczywiście „odpuści” rynki pozaeuropejskie, w których ma interesy – np. w Afryce? Profesor Skulski zwraca uwagę na paradoks: obecność wojskowa bywała narzędziem ochrony interesów gospodarczych (np. surowcowych). Zaniechanie takiej obecności może oznaczać przekazanie pola innym graczom, w szczególności Chinom. Tu jednak kluczowe jest zastrzeżenie: wiele zależy od bieżących decyzji politycznych, które – jak pokazują ostatnie lata – potrafią zmieniać się gwałtownie.
Co z tego wynika dla Polski?
Po pierwsze, czytać komunikaty, nie ulegać emocjom. Retoryka jest twarda, ale to jeszcze nie polityka. Po drugie, przyspieszyć współpracę europejską w dziedzinie bezpieczeństwa i przemysłu obronnego – od wspólnych standardów po projekty badawczo-rozwojowe. Po trzecie, wzmacniać odporność cywilną: edukację, komunikację kryzysową, kompetencje cyfrowe i informacyjne społeczeństwa. I wreszcie, budować kompetentną debatę publiczną, która rozróżnia między hasłem a działaniem, oraz między doraźnym zyskiem a długofalową stabilnością.
Posłuchaj całej rozmowy w Polskim Radiu Wrocław
badania.uew.pl – bo w natłoku haseł liczy się spokojny, kompetentny głos.
Autor tekstu: Barbara Grzelczak



