„Dwie osoby wykonują bardzo podobną pracę – siedzą obok siebie w biurze, ale jedna jest na etacie, a druga pracuje w modelu B2B i dzięki temu płaci wyraźnie niższe daniny. To właśnie takie różnice budują przekonanie o niesprawiedliwości systemu.”

Tak mówi prof. dr hab. Marek Kośny, ekspert UEW z obszaru nauk społecznych oraz Prorektor ds. Nauki Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, w rozmowie z Forbes Polska. I dodaje coś, co brzmi jak paradoks, ale jest mierzalnym faktem: w Polsce najbardziej obciążona podatkami i składkami nie jest ani najuboższa, ani najbogatsza część społeczeństwa. Są to osoby zarabiające od około 12 do 24 tysięcy złotych miesięcznie brutto – rozliczające się według skali podatkowej. Ci pośrodku.
Klasa średnia w Polsce jest systematycznie i nieproporcjonalnie obciążana podatkiem dochodowym i składkami. Nie jest to zjawisko nowe ani przypadkowe – wynika ze struktury systemu, który z jednej strony chroni osoby o najniższych dochodach, z drugiej pozostawia przestrzeń optymalizacyjną dla najlepiej zarabiających. Osoby o średnio-wysokich dochodach wpadają już w drugi próg podatkowy (32 proc.), ale nie osiągają jeszcze pułapu, po przekroczeniu którego składki na ubezpieczenia społeczne przestają być naliczane – tzw. 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Najlepiej zarabiający, przekraczając ten próg w ciągu roku, de facto przestają płacić składki ZUS od nadwyżki. Środkowa grupa nie ma tego przywileju – płaci pełne składki i najwyższą stawkę PIT jednocześnie. Osoby o zbliżonych dochodach, prowadzące działalność i korzystające z podatku liniowego, wypadają z tego mechanizmu. To nie przypadkowe rozróżnienie – to jeden z centralnych argumentów wywiadu.
Ukryty podatek: jak brak waloryzacji progów PIT obciąża klasę średnią
Ten mechanizm warto rozłożyć na części. Próg dla stawki 32 proc. nie był waloryzowany od kilku lat, co sprawia, że coraz więcej osób wchodzi w wyższy próg nie w wyniku realnej poprawy sytuacji materialnej, lecz wskutek inflacji i nominalnego wzrostu wynagrodzeń. Ale to, co czyni go szczególnie skutecznym politycznie, to nie skala – lecz niewidoczność.
Podwyżka stawek podatkowych wywołuje debatę publiczną, sprzeciw środowisk pracodawców, reakcję mediów. Brak waloryzacji progów nie wywołuje niczego – choć efekt fiskalny jest bardzo podobny. Obciążenia rosną, tylko że niezauważalnie, rok po roku, bez żadnej decyzji, która dałaby się zakwestionować. Jak ujął to profesor:
„To jest w istocie forma ukrytego podatku. I co ważne – znacznie łatwiejsza politycznie do wprowadzenia niż podnoszenie stawek.”
Mechanizm działa tym skuteczniej, że opiera się na bezczynności, nie na działaniu. Nie ma ustawy do zaskarżenia, nie ma stawki do porównania z rokiem poprzednim, nie ma momentu, w którym podatnik mógłby wskazać konkretną decyzję polityczną jako źródło pogorszenia swojej sytuacji. Wynagrodzenie rośnie nominalnie – więc trudno mówić o stracie. Tymczasem efektywne obciążenie rośnie systematycznie, a realna siła nabywcza niekoniecznie podąża za tym wzrostem.
Dane, które profesor przytacza, są wymowne: spośród podatników rozliczających się według skali podatkowej udział tych, którzy osiągają drugi próg, rośnie o około 2,5 punktu procentowego rocznie – z niecałych 3 proc. w 2022 roku do prognozy zbliżającej się do 10 proc. dla rozliczenia za rok 2025. Przy obecnej dynamice płac nominalnych prof. Kośny wskazuje, że za kilka lat nawet osoby zarabiające w okolicach średniej krajowej mogą zacząć wpadać w drugi próg. Gdy wprowadzano obecny próg, odpowiadał on mniej więcej dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia. Dziś ta relacja jest już wyraźnie inna.
Co roku sytuacja podatników z klasy średniej pogarsza się – nie dlatego, że ktoś podjął taką decyzję, lecz dlatego, że nikt nie podjął decyzji przeciwnej.
To jednak tylko jeden wymiar problemu. Równie istotne jest to, jak system wygląda, gdy spojrzeć na niego w całości – nie tylko przez pryzmat PIT.
Polski system podatkowy: progresywny z nazwy, liniowy w praktyce
Jeden z najważniejszych wniosków wywiadu dotyczy nie tego, ile wynoszą stawki podatkowe, ale tego, jak system działa w całości. Analiza ograniczona do skali PIT daje obraz niepełny. Dopiero po zsumowaniu składek ZUS, składki zdrowotnej oraz podatków pośrednich – VAT i akcyzy – widać rzeczywisty kształt systemu. Dla zdecydowanej większości podatników jest on niemal liniowy. Progresja kończy się wcześniej niż się powszechnie zakłada.
VAT i akcyza obciążają silniej osoby o niższych dochodach, które na konsumpcję przeznaczają większą część zarobków. Najlepiej zarabiający, oszczędzając proporcjonalnie więcej, faktycznie płacą go od mniejszej części swojego dochodu.
Prof. Kośny wskazuje przy tym na problem, który jego zdaniem buduje poczucie niesprawiedliwości równie silnie jak poziom stawek: forma zatrudnienia, nie charakter ani wartość pracy, może decydować o efektywnym obciążeniu fiskalnym.
Optymalizacja jako przywilej – i problem dla systemu
Możliwość legalnego obniżania efektywnych obciążeń nie jest dostępna równomiernie. Prof. Kośny wskazuje, że osoby prowadzące działalność gospodarczą dysponują znacznie większą swobodą w wyborze formy opodatkowania i sposobu rozliczeń – co przekłada się na realnie niższe obciążenia w porównaniu z pracownikami etatowymi o zbliżonych dochodach. W przypadku składki zdrowotnej jest to szczególnie trudne do uzasadnienia: dostęp do publicznych świadczeń zdrowotnych jest taki sam niezależnie od formy zatrudnienia, a wysokość składki – już nie.
Profesor zwraca uwagę, że im wyższe dochody, tym szersze możliwości przenoszenia ich do korzystniejszych form opodatkowania. To jeden z powodów, dla których progresja systemu wygasa wraz ze wzrostem dochodu: najlepiej zarabiający dysponują narzędziami, których osoby z klasy średniej – zbyt zamożne na pomoc państwa, zbyt mało elastyczne, by skutecznie optymalizować – zwyczajnie nie mają.
W kontekście europejskim profesor jest ostrożny w uogólnieniach. Zwraca jednak uwagę na wspólną logikę: duże gospodarki zachodnie nie zdecydowały się na podatek liniowy, ponieważ jego rzeczywiste wprowadzenie – bez ulg i wyjątków – wymagałoby ustawienia stawki na poziomie, który nadmiernie obciążałby osoby o niskich dochodach. Z kolei wysokie stawki dla najwyższych dochodów stwarzają ryzyko ucieczki kapitału do jurysdykcji o niższych podatkach, takich jak Irlandia czy Luksemburg. To napięcie między sprawiedliwością a skutecznością egzekucji jest, zdaniem profesora, wspólnym problemem całej Europy – nie specyfiką polską.
Czy podatek majątkowy mógłby wyrównać szanse?
Skoro system dochodowy systematycznie faworyzuje tych, którzy mają możliwość optymalizacji, naturalne jest pytanie: czy opodatkowanie majątku mogłoby tę nierównowagę korygować? Prof. Kośny podchodzi do tego pytania z analityczną powściągliwością – i wskazuje, dlaczego odpowiedź nie jest prosta.
Podatek katastralny, najczęściej przywoływany w polskiej debacie, nie rozwiązuje problemu nierówności majątkowych. Kapitał jest mobilny: zamiast podlegać opodatkowaniu, może zmienić formę lub lokalizację. Majątek nie znika – znika z zasięgu podatku. Jeśli natomiast podatkiem objęta zostałaby pierwsza nieruchomość, efektem mogłoby być zniechęcenie do jej posiadania i – paradoksalnie – pogłębienie nierówności w wymiarze wielopokoleniowym.
Prawdziwym celem, zdaniem profesora, jest wąska grupa dysponująca nieproporcjonalnie dużą częścią zasobów. Ale tu pojawia się granica możliwości pojedynczego państwa: kapitał na tym poziomie jest globalnie mobilny, a kraje konkurują między sobą systemami podatkowymi. Skuteczne opodatkowanie najbogatszych wymaga koordynacji międzynarodowej – której, jak na razie, nie ma. Inne jurysdykcje o niskich podatkach pozostają realną alternatywą dla tych, którzy mają wybór.
W krótkim horyzoncie Ekspert UEW wskazuje kierunek bardziej realistyczny: ograniczanie arbitrażu między formami opodatkowania – tak, aby podobne dochody były obciążane w podobny sposób, niezależnie od tego, czy ich źródłem jest etat, działalność gospodarcza czy kapitał.
Pełny wywiad dostępny jest w serwisie Forbes Polska.
Rozmowę przeprowadził Artur Patrzylas. Artykuł opublikowano 31 marca 2026 roku.
Poznaj autora artykułu
prof. dr hab. Marek Kośny
Ekspert w dziedzinie: Polityka społeczno-gospodarcza, Nowe technologie i innowacje

Autor tekstu: Justyna Morawska-Płoskonka



