Od laboratorium do rynku – na pierwszy rzut oka brzmi jak sprint. Tymczasem to bieg długodystansowy, w którym naukowcy, przedsiębiorcy, prawnicy i inwestorzy biegną w różnym tempie i często innymi ścieżkami. W audycji „Różne punkty słyszenia” w Radiu Wrocław jednym z głosów był dr Iwo Augustyński z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, który bardzo precyzyjnie nazwał, czym w istocie ma się zajmować uczelnia i dlaczego to takie ważne dla gospodarki.

Od „fatalnych” wskaźników do konkretnego pytania: co nie działa?
Punktem wyjścia radiowej rozmowy jest raport Krakowskiej Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej „Współpraca uczelni z biznesem. Polska na tle wybranych krajów Unii Europejskiej”. Prowadzący przytacza liczby, których nie da się łatwo zamieść pod dywan. W skali od 0 do 1 polskie uczelnie uzyskały:
- współpraca badawcza – 0,19,
- komercjalizacja badań – 0,18,
- rozwijanie postaw przedsiębiorczych we współpracy z biznesem – 0,18.
Autorzy raportu diagnozują, że świat uczelni i świat biznesu słabo do siebie „przystają”: słabo się znają, słabo się rozumieją, a rola polskich uczelni bywa przez biznes marginalizowana.
W studiu Radiu Wrocław spotykają się więc wszystkie kluczowe perspektywy:
- startupy i firmy technologiczne (Kacper Stasiak, Jan Szajda),
- prawniczka specjalizująca się w ochronie własności intelektualnej (Dominika Fikus Graf),
- ekspert od zarządzania informacją (Rafał Czarnecki),
- ekonomista zajmujący się innowacjami (dr Adam Karpiński)
- oraz dr Iwo Augustyński – ekonomista i badacz z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
- To zestawienie nie jest przypadkowe. Rozmowa wychodzi daleko poza statystyki: dotyczy tego, dlaczego dobre pomysły tak rzadko kończą jako dobre produkty i usługi oraz gdzie dokładnie „zacina się” system.
Nauka najpierw, biznes później
Dr Iwo Augustyński porządkuje dyskusję, rozróżniając dwie płaszczyzny finansowania.
Po pierwsze – finansowanie samej nauki: badań podstawowych, zaplecza kadrowego, infrastruktury, aparatury. Jak przypomina ekspert UEW, wydatki na naukę realnie spadają, a ok. 1% PKB na badania i rozwój to stanowczo za mało, by uczelnie mogły komfortowo nadążać za światową czołówką. Trudno oczekiwać przełomowych wyników, jeśli naukowcy mają ograniczony dostęp do najnowszego sprzętu i technologii.
Po drugie – finansowanie przejścia do biznesu. Tu obraz jest zupełnie inny. Dr Augustyński wymienia:
- inkubatory biznesu przy uczelniach,
- fundusze venture capital – publiczne, prywatne, współfinansowane z Unii Europejskiej,
- programy unijne, w których warunkiem przyznania środków jest wykazanie innowacyjności projektu.
I właśnie tu pojawia się paradoks, o którym mówi ekspert z UEW, odwołując się do rozmów z przedstawicielami funduszy: mają pieniądze, mają ich „mnóstwo”, tylko „nie mają komu tych pieniędzy dać – za mało jest innowacyjnych pomysłów, które mogliby sfinansować”.
To bardzo ważne przesunięcie akcentu: problemem nie jest już tylko „za mało środków”, ale zbyt mała liczba dojrzałych, dobrze przygotowanych projektów, które potrafią przejść drogę od koncepcji do wdrożenia.
Na tym tle kluczowo wybrzmiewa zdanie dr. Augustyńskiego:
„Celem nakładów i funkcjonowania uczelni nie jest robienie biznesu tylko robienie nauki.”
Uczelnia – także ekonomiczna – jest przede wszystkim instytucją tworzącą wiedzę, a nie fabryką produktów. To nie znaczy, że ma być obojętna na gospodarkę. Oznacza natomiast, że komercjalizacja nie zastępuje badań, ale jest ich uczciwym następstwem: najpierw badań, potem ewentualnie proof of concept u partnera, a dopiero później licencja, spółka celowa czy szerokie wdrożenie.
Gdzie są prawdziwe blokady we współpracy nauka-biznes
Na tle mocno wybrzmiewających wyników raportu wypowiedzi pozostałych gości dobrze uzupełniają tezy eksperta UEW. Przedsiębiorcy technologiczni, pokazują, że bez naukowców nie da się zbudować przewagi konkurencyjnej. To dzięki współpracy z uczelniami jego firma mogła rozwijać rozwiązania oparte na deep learningu: od analizy artykułów naukowych, przez projekty dla studentów, aż po konsorcja z udziałem uczelni i granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz PARP. Warunek jest jeden – „dowożenie” rezultatów: prototyp, test u klienta, konkretne wdrożenie.
Startupy, także reprezentowane w rozmowie, dodają, że w praktyce nie współpracują „instytucje”, tylko konkretni ludzie po obu stronach. To konkretna grupa naukowa, konkretny zespół biznesowy, konkretne nazwiska. Żeby ta współpraca miała sens, trzeba mówić wspólnym językiem: jasno określać cele, terminy, kamienie milowe, a jednocześnie uczciwie rozmawiać o ryzyku.
Prawnicy i eksperci od własności intelektualnej przypominają o „higienie prawnej”. Przesłanka nowości wynalazku, właściwie dobrane umowy o zachowaniu poufności (NDA) i świadome zarządzanie tajemnicą przedsiębiorstwa to absolutne minimum. Błędy bywają zaskakująco proste: najpierw publikacja wyników, dopiero potem myśl o ochronie – kiedy nowości już nie ma. Do tego dochodzą zbyt sztywne wzorce umów narzucane „z centrali”, które słabo pasują do realiów konkretnych projektów.
Ekonomiści zajmujący się innowacjami, jak dr Adam Karpiński, dorzucają jeszcze jeden ważny element: ryzyko. Wynalazczość i innowacja z definicji nie zawsze kończą się sukcesem – częściej „błądzimy”, niż wygrywamy. System finansowania – zwłaszcza publiczny – musi to uwzględniać i dawać młodym zespołom przestrzeń na iteracje bez paraliżu nadmiernym rozliczaniem krótkoterminowych wskaźników.
Co dalej? Rola ekspertów uniwersyteckich w budowaniu mostów
Z audycji wyłania się spójny obraz: nauka i biznes potrzebują siebie nawzajem, ale żeby wyniki badań częściej trafiały na rynek, trzeba kilku prostych, choć wymagających konsekwencji kroków:
- po jednej, jasnej ścieżce kontaktu po obu stronach (konkretne osoby, nie anonimowe „instytucje”),
- wspólnego języka efektów: obok publikacji – opis problemu, odbiorcy, mierzalnej korzyści,
- szybkich prototypów i testów u klienta zamiast wielomiesięcznej korespondencji,
- dobrej „higieny prawnej” od pierwszej rozmowy (NDA, mapowanie własności, prosta umowa badawcza),
- akceptacji, że część projektów – z punktu widzenia biznesu – musi pozostać „czystą nauką”, ale i ona buduje kapitał wiedzy.
W takim modelu rola ekspertów jest szczególnie istotna. Uniwersytety łączą kompetencje naukowe z rozumieniem mechanizmów rynku – potrafią jednocześnie bronić autonomii badań i bardzo konkretnie rozmawiać o finansowaniu, ryzyku i modelach biznesowych.
To właśnie dlatego głos badaczy UEW jest dziś tak ważny w dyskusji o tym, jak nauka może – realnie, a nie tylko hasłowo napędzać biznes.
Więcej w audycji Radia Wrocław:
https://www.radiowroclaw.pl/articles/view/154889/Rozne-punkty-slyszenia-Od-laboratorium-do-rynku-Jak-nauka-moze-napedzac-biznes
badania.uew.pl – bo w świecie pełnym hałasu szczególnie potrzebne są spokojne, kompetentne głosy nauki.
Autor tekstu: Barbara Grzelczak



