Kontenerowiec z Ningbo, embargo na metale ziem rzadkich i spór o europejską fabrykę mikroczipów – brzmi jak scenariusz thrillera geopolitycznego, ale to opis bardzo realnej sytuacji, w której znalazła się dziś Unia Europejska. Właśnie takie splątane procesy międzynarodowe objaśnia dr hab. Przemysław Skulski, prof. UEW, specjalista od bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Historia zaczyna się 23 września w porcie Ningbo-Zhoushan, skąd wypływa Istanbul Bridge – kontenerowiec z ładunkiem wartym ok. 200 mln dolarów (m.in. ogniwa fotowoltaiczne, baterie, odzież). Statek płynie nową, północną trasą przez Ocean Arktyczny, o połowę krótszą niż szlak przez Kanał Sueski. Dla Polski i Europy Środkowej oznacza szansę wzmocnienia roli Gdańska w handlu. Jednocześnie szlak ten zależy od rosyjskich lodołamaczy.
W tym samy czasie Chiny ogłaszają embargo na metale ziem rzadkich – 17 pierwiastków niezbędnych do produkcji magnesów, silników aut elektrycznych, procesorów, smartfonów i nowoczesnych myśliwców. Przewaga Pekinu wynika nie tyle z zasobów, ile z kontroli nad ok. 60 proc. wydobycia i 90 proc. rafinacji.
Równolegle narasta kryzys wokół Nexperii – europejskiej firmy z chińskim właścicielem, kluczowego dostawcy dla motoryzacji. Sankcje USA, działania władz Holandii, bunt chińskich zakładów i wstrzymanie wysyłki wafli półprzewodnikowych grożą zatrzymaniem produkcji w fabrykach samochodów w UE, także tych powiązanych z polskim łańcuchem dostaw, gdzie pracuje ok. 400 tys. osób.
Pajęczyna zależności: prof. Skulski o imadle, w którym znalazła się Europa
W krótkim czasie ujawniają się dwie „szczęki” chińskiego imadła:
- uzależnienie od surowców krytycznych,
- uzależnienie od komponentów wytwarzanych w Chinach.
Prof. Arkadiusz Kowalski ze SGH przypomina, że Pekin celowo przesuwa do siebie te fragmenty łańcucha wartości, które dają najwyższą marżę – projektowanie, kontrolę technologii, strategiczne komponenty. Chiny nie chcą być już tylko montownią, lecz miejscem, gdzie zapadają kluczowe decyzje technologiczne.
W tym miejscu do dyskusji wchodzi prof. Przemysław Skulski z UEW, który skupia się na bezpieczeństwie i politycznym wymiarze gospodarki. Zwraca uwagę, że nie da się z zewnątrz „prześledzić” całego procesu decyzyjnego w Pekinie, ale korelacja wydarzeń – spór o Nexperię i groźba embarga nie jest przypadkowa.
Kluczowa diagnoza Prof. Skulskiego
„Pajęczyna zależności Europy od Chin tak bardzo się rozrosła, że naprawdę trudno jest podążać w ślad za jej poszczególnymi nićmi.”
To obraz, który mocno wykracza poza bieżący spór o jedną firmę czy jeden statek. Profesor Skulski pokazuje, że Europa znalazła się w strukturze zależności, gdzie każde ruchy – regulacyjne, handlowe, inwestycyjne mają równocześnie wymiar ekonomiczny i bezpieczeństwa.
Derisking, nie zerwanie: jak UE może odzyskać sprawczość
Z jednej strony Komisja Europejska zapowiada program ReSource EU i powtarza formułę „derisking, not decoupling” – ograniczanie ryzyk, a nie całkowite zrywanie relacji. Z drugiej – liczby dotyczące surowców i półprzewodników pokazują, jak daleka jest droga do realnej niezależności.
Prof. Skulski podkreśla, że:
- UE nie może po prostu „odciąć się” od Chin, bo zależności są zbyt głębokie,
- jednocześnie dla Chin Europa pozostaje atrakcyjnym rynkiem, co daje Brukseli przynajmniej część kart przetargowych,
- w dziedzinie surowców krytycznych i technologii Europa musi aktywnie budować własną konkurencyjność, zamiast zakładać, że przewaga Zachodu jest dana raz na zawsze.
W jego ocenie utrata Nexperii – wraz z potencjalnym przeniesieniem procesów i technologii do Chin – byłaby dla Europy ciosem wykraczającym poza jedną branżę. To symboliczny test: czy UE potrafi ochronić kluczowe aktywa technologiczne i jednocześnie racjonalnie zarządzać ryzykiem w relacjach z Pekinem.
Profesor Skulski zwraca też uwagę na wymiar polski: brak pełnej infrastruktury logistycznej wokół portu w Gdańsku ogranicza dzisiejsze znaczenie takich rejsów jak statku Istanbul Bridge, ale z perspektywy Chin horyzont 20-30 lat wcale nie jest odległy. To przypomnienie, że również Polska musi myśleć strategicznie – nie tylko w horyzoncie jednej kadencji.
Autor tekstu: Barbara Grzelczak



